,,Zabawy w kucharzy i nie tylko..." - grupa I

 

W ostatnim tygodniu mieliśmy okazję poszerzyć naszą wiedzę kulinarną, by jeszcze lepiej zrozumieć podjętą przez nas innowację w tym roku. Zapoznaliśmy się z zawodem kucharza, jego charakterystycznym wyglądem i jego atrybutami. Już w poniedziałek przekonaliśmy, że nasi przedszkolni kucharze mają sporo pracy, dlatego też wpadliśmy na pomysł, żeby im troszkę pomóc;) Postanowiliśmy przygotować sobie śniadanie, ale tak, aby nasz udział był jak największy:) Rozpoczęliśmy od samodzielnego posmarowania sobie chlebka, później przeszliśmy do przygotowania różnorodnych kanapeczek według własnego pomysłu, a na końcu oczywiście degustacja. Nie muszę pisać, czy smakowały dzieciom, bo to sprawa jasna i oczywista:). Po prostu... nasze kanapeczki znikały z talerza z prędkością światła. I oto chodziło. Będziemy musieli to jeszcze powtórzyć. A przy okazji można było zauważyć, które dzieci nie robiły tego po raz pierwszy;) i wykazały się pełnym profesjonalizmem:)

            Oprócz śniadanka postanowiliśmy też przygotować zupkę - ale tym razem trochę inną. Po krótkim wstępie w formie opowiadania, spróbowaliśmy stworzyć zupkę taką ,,na niby". Bawiliśmy się przy tym świetnie. A po skończonej zabawie naśladowczej postanowiliśmy to przenieść na papier. Dlatego też wzięliśmy nożyczki, kolorowe paseczki i zaczęliśmy ciąć ,,warzywka", po czym przykleiliśmy do garnka, tworząc w ten sposób swoją ulubioną zupkę.

            Po licznych zabawach, zagadkach, pogadankach na temat pracy kucharza postanowiliśmy troszkę usystematyzować zdobytą wiedzę. Początkowo, sądząc po bałaganie jaki ,,niechcący" zrobiłam w sali i wielkich oczach jakie dzieci robiły na widok latających po całej sali karteczek, ciężko było stwierdzić, że to nam pomoże poukładać naszą ,,wiedzę". Ale z każdą upływającą minutą, dzieciom coraz bardziej rozjaśniało się, co za chwilę będziemy robić. Dzieci szukały, szukały... wszystkiego co kojarzy im się kucharzami i ich pracą. Mieli na to określony czas. Później z kolei po kolei pokazywały obrazki, mówiły co one przedstawiają i dlaczego je wybrały. Większość dzieci poradziło sobie z tym zadaniem znakomicie. Niektóre miały jeszcze z tym trudność, ale mimo to myślę, że każde z nich się fantastycznie bawiło, a przecież o to chodzi:) Jak na naszą grupę przystało, nie mogliśmy przeżyć tego tygodnia bez ,,małego szaleństwa":) Dlatego postanowiliśmy zrobić owocowe musy i koktajle. A to oczywiście za sprawą zmobilizowanych rodziców, którzy na czas zaopatrzyli nas w nożyki i owoce. A jak rodzice dają dobry przykład - to w ślad za nimi muszą iść dzieci. Dlatego wzięliśmy się do roboty. Umyliśmy owoce, panie obrały owoce, a dzieci oczywiście kroiły przyniesione pyszności - co do jednej sztuki! Zblendowaliśmy, wymieszaliśmy co się dało, dodaliśmy sok z wyciśniętych pomarańczy, mandarynek, kiwi i udało się. Najpierw próbowaliśmy łyżeczką musu, później piliśmy koktajle: ten tradycyjny i drugi dla odważnych (bo z kiwi i cytryną). Widać było, że to zadanie przypadło dzieciom do gustu, a koktajle bardzo smakowały. Mimo, iż było nas trzy to i tak nie wyrabiałyśmy się nalewać kolejnych porcji, bo już znikały z kubeczków. A chętnych nie brakowało...:)

            Oprócz kulinarnych przygód wzięliśmy też do serca tą sportową część naszej innowacji:) Mimo, iż śniegu na oknem w tym tygodniu niestety nie było, to przenieśliśmy naszą aktywność do naszej sali. Ale co robiliśmy to musicie sami obejrzeć na zdjęciach:) Miłego oglądania:)